miejsce: Z kraju kategoria: Aktualności dodał/a: red

- To skandal, żeby rząd mówił o cięciach budżetowych w różnych instytucjach publicznych i jednocześnie wydawał taką sumę na nagrody dla siebie. W dobie kryzysu nie można pozwalać na takie wydawanie lekką ręką 200 mln zł pochodzących z budżetu - nie kryje oburzenia poseł Stanisław Stec (Lewica), członek sejmowej komisji finansów publicznych. - Mam też poważne wątpliwości, czy ministerstwa rzeczywiście zasłużyły na takie nagrody - dodaje Stec.
Absolutnym rekordzistą jest Ministerstwo Rozwoju Regionalnego, które na finansowe motywowanie pracowników przeznaczyło tylko w tym roku aż 70 mln zł. Elżbieta Bieńkowska powinna być miło wspominana przez podwładnych, bo jej poprzedniczka Grażyna Gęsicka z PiS w 2007 roku wysupłała na ten cel o 17 mln zł mniej. O ile jednak można zrozumieć sens rozdawania marchewek ekspertom, od których zależy sprawne rozdzielanie miliardów euro z UE, o tyle trudno zrozumieć, czym zasłużyli się pracownicy Ministerstwa Infrastruktury. Chociaż budowa autostrad wcale nie ruszyła z kopyta, Cezary Grabarczyk podwyższył pulę nagród z 44 mln zł (w 2007 roku) do niemal 54 mln zł w 2008 roku. - Nagrody zwiększają motywację pracowników do pracy - tłumaczy Mikołaj Karpiński, rzecznik resortu.
Słabiej zmotywowani mogą więc czuć się fachowcy zajmujący się polityką finansową. Podwładni Jacka Rostowskiego musieli się bowiem zadowolić połową tego, co otrzymali ich koledzy z ministerstwa infrastruktury - 23 milionami zł. Zupełnie jednak musiało się odechcieć pracować ekipie Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego. Jej szefowa Barbara Kudrycka przekazała w tym roku na nagrody zaledwie... 2,2 tys. zł.
Nie przelewa się także osobom pracującym z ministrem kultury. Odkąd został nim Bogdan Zdrojewski, rozdano 873 tys. zł. Pozostałe ministerstwa wyłożyły na finansową gratyfikację urzędników od 1 mln zł (MEN) do 6,5 mln zł (Ministerstwo Rolnictwa i Rozwoju Wsi).
W sumie, w ministerstwach rządzonych przez koalicję PO-PSL na nagrody poszło 199,5 mln zł. Dla porównania, budżet Kancelarii Prezydenta w 2008 roku zamykał się w 160 mln zł.
System przyznawania bonusów urzędnikom krytykuje szef Centrum im. Adama Smitha, Robert Gwiazdowski. - Wydatki na administrację państwową są zdecydowanie rozbuchane i premier powinien robić wszystko, żeby je ciąć, a nie zwiększać - uważa Gwiazdowski. - Nagrody są wprawdzie pożyteczną formą mobilizowania pracownika, ale sposób, w jaki obecnie są przyznawane w ministerstwach, nie ma nic wspólnego z rzeczywistą pracowitością zatrudnionych - dodaje.
Według Gwiazdowskiego przykładem złego funkcjonowania systemu przyznawania nagród może być Ministerstwo Infrastruktury. - Skoro premier zapowiedział, że w Polsce będą autostrady, to resort, który jest za to odpowiedzialny, powinien się nagrodzić dopiero wtedy, gdy wywiąże się ze swoich obowiązków - wyjaśnia szef Centrum.
No, ale wtedy nagród próżno by czekać.
Joanna Tańska NEWSWEEK POLSKA
ŹRÓDŁO http://www.newsweek.pl/artykuly/artykul.asp?Artykul=32005
Komentarze (0)
Brak komentarzy...
